Czułam się dobrze w mojej nowej rodzinie. Do tego czasu kiedy szłam sama coś upolować, byłam głodna, więc pomyślałam że coś może się ukarze, napewno zjadliwego.
Idąc w głąb lasu, zobaczyłam pustą jaskinię. Podeszłam bliżej, wyczułam ostry zapach zgnilizny. Pomimo zapachu dręczącego mój nos, weszłam do jaskini. Była całkiem pusta.
Było także takie śliskie coś, co się świeciło. To śliskie było trochę popękane i miało taką obręcz, którą można było wziąść do pyska. W najciemniejszym kącie zobaczyłam w pół gnijące truchło.
Wystraszyłam się na tyle, by przewrócić to takie śliskie coś i przestało się świecić. To ciało było niegdyś człowiekiem. Niemyśląc pobiegłam spowrotem do watahy, która ucinała sobie drzemkę.
Trochę potem znalazłam sobie wygodne miejsce do spania i w końcu mimo głodu, usnęłam.
Nagle coś mnie obudziło. Byłam całkiem w innym miejscu, a miejsce to było mi dobrze znane. Jaskinia. Patrzalam jednym ślepiem dookoła. Truchło się nie ruszało. Do pewnej chwili. Ta chwila była
koszmarem. Na wpół zgniłe ścierwo poruszyło się. Siedziałam osłupiała i patrzałam, jak ciało wstawało, przytrzymując szczękę, już obgniłą do kości. Monstrum poruszyło się w moją stronę. Wyrwało
mi się głuche warknięcie. Wyszczerzyłam kły. Potwór ryknął straszliwie a ja rzuciłam mu się do gardła. Potwór jednak, zanim ja zdążyłam dotrzeć do jego zgniłej śmierdzącej "twarzy" przytrzymał mnie cztero palczastą ręką. Dusił mnie jedną ręką, a ja wierzgałam jak szczeniak. Tak właściwie się czułam. Jak szczenię wyrywające się śmierci lecz już bezskutecznie. W tedy rzucił we mnie o bierzącą ścianę jaskini i jak by to śliskie coś, zgasło wszystko przed moim okiem.
Obudziłam się. Już po raz któryś. Wszystko było do normy. Choć obudziłam się z mokrym od potu futrem, poczułam ulgę. To był tylko koszmar.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz