Byłam przerażona.
Siedziałam przytulając się do mojego licznego rodzeństwa.
I wtedy to się stało.
Zobaczyliśmy piorun uderzający w najbliższe drzewo, które runęło... prosto na mnie.
Oniemiała ze strachu nie miałam odwagi się ruszyć. Siedziałam jak sparaliżowana i czekałam na koniec... mój koniec...
-Nie!!!-wrzasnął ktoś.
To była moja mama.
Biegła w moją stronę z tatą i razem pchnęli mnie... W ostatniej chwili...
Podeszłam do zwalonego drzewa. Pod nim leżeli moi rodzice, już martwi...
Po tym strasznym wydarzeniu całe moje rodzeństwo ,-razem ze mną oczywiście-rozdzieliło się i każdy szczeniak poszedł w inną stronę.
Tak więc, dorastałam bez rodziny. Po wielu latach postanowiłam założyć watahę.
WŁAŚNIE TĘ WATAHĘ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz