-Teraz już wiesz co się stało.-powiedziała mama.
Przytaknełam. Nie mogłam uwierzyć. Moja mama
była niedoszłą alphą.
-Sofia jakiś wilk chce z tobą rozmawiać-rzekł wujek Ceres.
-Dobrze choć Tara.
Poszłam za mamą i zobaczyłam znajomego wilka. Juz wiem!
To był Haron. Ten sam przez którego moja mamusia ma
tylko trzy łapki.
-Ty brzydalu-krzyknełam.
-Sofio opanuj to czupiradło z waszej watahy, bo je zagryze!-warknoł Haron
-Ani się waż skrzywdzić moją córkę! Po co tu przyszedłeś-spytała mama
-Chce ci przekazać, że skoro jestem alphą, a ty uciekłaś z pola walki...
-Ale to było pięć lat temu-krzykneła mama.
-Wiem ale nie zapomniałam tego tobie i Ceresowi, więc zabije
te twoje szczenie-wyszczeżył zęby.
Skoczył ale mama w ostatniej chwili odepchneła mnie.
Szybko podbiegłam pod drzewo. Mama i Haron mierzyli się wzrokiem.
Gdy nagle usłyszałam głos.
-Nie wasz się ich tknąć.
Spojrzałam w kierunku z którego dobiegł głos. Stała tam
cała wataha ciocia Kiara i Lisa, tata i wiele innych.
-Jeszcze się policzymy.-rzekł Haron i uciekł.
Wiedziałam, że nasza wataha jest siłą.
Jest siłą, która zwycięży wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz